niedziela, 6 grudnia 2015

Lekcja 1/ Dbamy o siebie :)

Hej :) i tak przyszedł czas na kolejny post z serii złap własne życie za rogi ;)  

Jednym z moich pierwszych kroków w tworzeniu mojego szczęścia niewątpliwie było przeczytanie 
jednej z książki "Stanowczo, łagodnie, bez lęku" Marii Król-Fijewskiej. Pierwszym, co zwróciło 
moją uwagę jest treść, dotycząca MONOLOGU WEWNĘTRZNEGO, który bardzo wpływa na 
nasze życie i my go w dużej mierze kształtujemy.

Chociaż wszystko, co mamy tak naprawdę 
w głowie, już budowało się w nas od dzieciństwa, od osób, które mówiły coś do nas nawet 
już w wózku. Ktoś może mieć głęboko zakorzenione jakieś negatywne myśli o sobie np.
Jestem tchórzem, nikt mnie nie lubi itd. Jednak zostaliśmy stworzeni, żeby dbać o siebie i być 
szczęśliwym, więc nie możemy tego zostawić tak po prostu!  

:) Na początku dobrze wsłuchać się bardziej w swoje serce i duszę i nie robić wszystkiego, co 
narzuca nam otoczenie. Szczególną uwagę należy zwrócić na ten nasz monolog wewnętrzny. Co     
się ze mną dzieje, gdy wszystko mi się udaje i co, kiedy jakoś nie do końca wszystko jest ok, 
kiedy cierpię.  

I jeśli już w miarę będziemy wiedzieć, co się z nami dzieję, jakie zdania powtarzamy każdego dnia 
już nawet nieświadomie, raniąc siebie, możemy przejść do działaniu, zawalczyć :)  

W moim wypadku było tak, że starałam się zawsze dziękować za nowo rozpoczęty dzień w moim 
wypadku Bogu, niektórzy może dziękują losowi, to już zależy, kto jakie ma wartości :) 

W kilku słowach pomyśleć, co jest wartościowe w moim życiu i bez czego mogłoby być mi o wiele trudniej :) 

Jeśli chodzi o zakończenie dnia na początku drogi warto zrobić sobie słoiczek, taki np. na sukcesy lub szczęścia, jeśli będziesz świadomy swoich sukcesów lub dobra, jakie jest wokół Ciebie, w końcu wbije Ci się w Twój mózg, że właściwie, więcej tego dobra niż zła w tym świecie :) 

I nasz monolog wewnętrzny jest kwestią naszego nastawienia, jeśli karmimy się pozytywnymi treściami na swój temat, obraz zwany naszym życiem nabiera barw i zaczyna się coś bardziej satysfakcjonującego, niż dotychczas, coś, dzięki czemu mamy ochotę na więcej ;)  

:) Z kolei w ciągu dnia, jeśli pośród natłoku ogromu myśli i natłoku obowiązków spotykają nas te złe

myśli warto je po prostu stłamsić, zastopować :) i próbować do siebie podchodzić jak do przyjaciela, 

np. Kasia przestań, daj już spokój, wcale tak nie jest, to nie prawda. 

Każdy oczywiście takie zdania wymyśla sobie sam analogicznie do swojego "przypadku". 
Mnie osobiście pomagały też motywujące karteczki, porozwieszane w wielu miejscach mojego 
pokoju. Przykładem może być zdania, takie jak  "Mam prawo wyrażać swoje uczucia, poglądy, 
opinie jeśli nie obrażam tym innych",  "Jestem wystarczająco dobra, aby dobrze żyć i nie muszę się martwić tym, co myślą inni" lub po prostu 
"Bądź sobą" :)  

Polecam też taką listę, która również wisi w moim pokoju :)
W tej pierwszej lekcji szczególnie ważnym jest to aby nigdy w życiu nie zapominać o sobie i dbać o swoją duchową kondycję. 
U jednych pomocna będzie modlitwa, dla innych po prostu czas spędzony z samym sobą :)

Bądźmy świadomi siebie i swoich potrzeb, nie spełniajmy czyichś tylko po to, by być akceptowanym w grupie. 

Ale też nie ma co popadać w wielkim mistycyzm i zamyślenie, chodzi o to by znaleźć na to czas na siebie, na wsłuchanie się we własne serduszko :) 

Dobrze znaleźć też czas i na wyrzucenie złych emocji... Oderwać się od tego wszystkiego np, poczytać jakiś romans, obejrzeć serial czy pójść pobiegać, wyłączyć się na chwilę i dzięki temu osiągnąć czystość umysłu. 

W tym wszystkim warto szukać siebie i swoich uczuć, tego co jest takie moje i takie bardzo dla mnie :)


środa, 2 grudnia 2015

Nazwa blogu i zaproszenie :)

Dlaczego artystka szczęścia?

Zastanawiałam się z czym mi się kojarzy dążenie do szczęścia i przyszło mi na myśl, że właśnie z mozolnym tworzeniem obrazu. Na początku artysta zastanawia się w ogóle nad sensem obrazu, podobnie jak ja nad sensem mojego życia, kiedy chciałam coś zmienić i podejmowałam pierwsze próby, on stwarzał pierwsze szkice, choć niepewne już dość wiele wnoszące. Później musi on naciągnąć na ramę płótno, po czym smaruje je specjalnie przygotowanym gruntem, który też nie może być świeży. Oczywiście mówię o malarzu, który wszystko wykonuje sam nawet przyrządy, które są mu potrzebne do pracy.

Do tworzenia sztuki może przystąpić dopiero, gdy płótno odleży jakiś dłuższy okres. Nim to nastąpi artysta ma czas na poczynienie dalszych kroków, takich jak: przygotowanie pędzli, farb, naniesienie ich na paletę. Myślę, że to i tak jest opisane w małym skrócie. Jednak moim zdaniem ten właśnie proces jest idealną metaforą dążenia do szczęścia. Pisząc to na podstawie własnego doświadczenia mogę śmiało powiedzieć, że droga do radości takiej prawdziwej, wewnętrznej jest bardzo długa i mozolna, czasem naprawdę trzeba upaść na samo dno, nie widzieć sensu. Myślę, że i malarzowi się to zdarza... Jednak przychodzi taki moment, że trzeba ten chaos posprzątać, w bezsensie znaleźć w końcu sens :) Ta pierwsza decyzja jest kluczowa, ale bywają takie momenty, ze sami sobie nie poradzimy, że ktoś musi nas w jakiś sposób nakierować w tej drodze, Dla jednych to będzie przyjaciółka lub chłopak, dla innych mądra książka psychologiczna, a może dla niektórych też psycholog. I nie wstydźmy się tego, jeśli to będzie osoba wymieniona przeze mnie jako ostatnia. To nawet nie chodzi o to by to była jakaś długa psychoterapia.

Chodzi tylko o to, aby prawdziwie ktoś Cię sprowokował do przyjęcia prawdy o sobie, bez jakiegokolwiek oszukiwania siebie. 

Jeśli będziesz tego naprawdę pragnąć, aby coś zmienić, aby nie mieć już tyle niezgodności w sobie, aby przestało to wszystko wreszcie wrzeszczeć w Tobie, to NAPRAWDĘ możesz to osiągnąć. Wystarczy tylko być konsekwentnym i szukać odpowiedzi, bo one prędzej czy później przyjdą. Jak mówi Pismo Święte w Ewangelii św. Mateusza "Proście, a będzie wam dane; szukajcie a znajdziecie; pukajcie, a zostanie otworzone". To walka z własnym sobą, z własnymi emocjami, którą warto wygrać i podarować sobie nowe życie.

Ps. Polecam film "Nietykalni" - daje do myślenia i wyciska łzy :)
I tak jeśli mówimy już o emocjach to znów nasuwa mi się malarz, który rozkłada na palecie różne barwy, którymi później maluje. Jeśli my widzimy już namalowany obraz, to zastanawiamy się co twórca miał na myśli, czujemy, czy dzieło przekazuje coś spokojnego czy coś burzowego, a czasem może to i to. Wiele obrazów możemy w jakiś sposób odnieść do siebie, ponieważ nie ma jednej interpretacji. A czyż nasze życie nie jest takim obrazem? i nie musi mieć tylko ciemnych barw - tych właśnie niezgodności, które się nie zmieniają, bo przecież nie ma weny... przecież i tak nic się nie zmieni... Czyżby? Jeśli nie będziesz próbować szukać tej weny w sobie faktycznie nic się nie zmieni. Tylko czy nie jesteś stworzony, do tego by być szczęśliwym?

Nie mów, że nie możesz i nie rób ze swojego życia ruiny, tylko zwyczajnie poszukaj siebie! Jakim sposobem to zrobisz to Twoja sprawa! Walcz, bo cel jest szczytny! Walczysz o siebie, o wartościowego człowieka!

I tak w tym blogu postaram się na podstawie swojego życia udzielić kilku rad, dla tych, którzy myślą, że potykają się nawet o własne nogi i że są z innej bajki niż cały ten świat (też tak miałam). ZAPRASZAM do czytania i komentowania :)