sobota, 21 maja 2016

Motywacjo, przybywaj! Wiem, że jesteś gdzieś tu blisko!

Dziś postanowiłam napisać w poszukiwaniu motywacji :) 
Kurcze jakie to jest trudne zmotywować się, gdy wszystko mówi w Tobie coś przeciwnego!! 
Piszę właśnie pracę magisterską i oczywiście bywają wzloty i upadki nastrojowe, bo oczywiście nie widać sensu, później znów jest jakiś mały flow ;) 
I tak ze wszystkim w życiu! 
Trudno zmotywować się do różnych rzeczy, czasem do większości w życiu. 
I nie zamierzam pisać o jakiś dyrdymałach filozoficzno-teoretycznych, po prostu
nie mam na to ochoty. 
Zamierzam krzyczeć do gwiazd, do drzew, nie będę siedzieć cicho.... 
Chcę w swoim wnętrzu znaleźć pokłady motywacji, może własnie tam jest największa siła!!! 

Jeśli moje wnętrze nie chcę i staje się leniwe, ja nie mogę tylko sobie wmawiać, jaka jestem super 
zmotywowana, jak nie jestem!!! 
A podobno to od bodźca wszystko się zmienia! i grzesznik wchodzi na dobrą drogę! i alkoholik stwierdza, że faktycznie musi zacząć walczyć z nałogiem!! 

I oto tak idę teraz gdzie mnie nogi poniosą! Poszukam motywacji i ją znajdę choćbym miała całą noc chodzić po mieście, po lesie, jeśli trzeba będę tańczyć na ulicy i robić z siebie głupka, już mnie to nie interesuję, bo najważniejszy jest mój CEL i moje poczucie sensu, życia, nadziei, energii, zachwytu.... 
Jestem pełna nadziei i nie dam się zgiąć, znudzić...  
DOPÓKI WALCZYSZ JESTEŚ ZWYCIĘZCĄ!  

środa, 9 marca 2016

Kobietą być....

Hej, niedawno obchodziliśmy dla nie których mniej, dla innych bardziej znaczący dzień Kobiet. 

Hm.. to święto pozwala przypomnieć siłę, jaka drzemie w kobietach, jej potencjał. 

Wczoraj byłam na pewnej konferencji, zorganizowanej z okazji dnia kobiet. 

I po prostu ujrzałam kobiety tak bardzo zmotywowane do działania, pełne wdzięku i uroku, 

choć każda zupełnie inna. 

I tak sobie myślę, że może wielkie rzeczy wyłaniają się z prostoty, a zarówno różnorodności, 

z tej delikatności, z wyglądu, z dostrzegania w nim prawdziwego piękna, czegoś więcej. 

To jest to, dzięki czemu stajemy się pewne siebie, silniej stąpamy po ziemi, a także nie 

boimy się otworzyć, pokazać swojego wnętrza. 

Zobaczyłam kobiety, które żyją z pasję, są szczęśliwe i spełnione. To daje im takie 

niesamowite piękno, bijące na miliony kilometrów. Czyż to nie cudowne? 

Mają dzieci, firmy, pasje i nawet w pracy łączą wiele swoich zainteresowań. Są kreatywne! 

Na wszystko na pewno musiały sobie zapracować, ale najważniejsze, że znalazły najlepszą  

wersję siebie. Już samo patrzenie na nie dało mi taką ogromną dawkę energii, pobudzenie 

do działania, do walki o coś więcej. Morał z tego, że warto spotykać się z inspirującymi ludźmi

lub z kimś, kto jest podobny do nas, ale poszedł o kilka kroków dalej, głębiej, zwalczył. 

I właśnie kobieta, stworzenie o tak skomplikowanej psychice, zdolne do rozmyślania o wielu 

twórczych rzeczach może stworzyć coś wyjątkowego, połączyć wiele zainteresowań  i znaleźć pracę, 

w której zrealizuje się na wielu płaszczyznach. Liczy się po prostu pomysł, kreatywność, działanie, 

liczą się typowo kobiece i delikatne cechy charakteru, a także piękno, o które warto dbać by czuć 

się dobrze w swoim ciele. Szukajmy siebie, wsłuchajmy się w swoje serducho, czyńmy ten świat 

pięknym, ciekawym i różnorodnym. Powodzenia i motywacji życzę na każdy dzień bycia 

KOBIETĄ WIECZNIE PIĘKNĄ I SPEŁNIONĄ!




niedziela, 7 lutego 2016

Czy codzienność może być wyjątkowa...?

hej :)

Dziś "popasjonujmy" się życiem ;) wczoraj obejrzałam pewien film. Jego główną bohaterką była

dziewczyna, która wygrała walkę z rakiem, i dzięki tej chorobie także pokochała swoje życie,

każdą chwilę. Hm pomyślałam: Jakie to cudowne....

i dlaczego ja będąc zdrowa nie zawsze je doceniam....

Kurcze czy choćby to, że właśnie jestem zdrowa, nie pada mi na głowę, że mam rodzinę,

że mam zainteresowania, że mogę się realizować w wielu sferach.... Czy to jest mało...?

Naprawdę mało...? 

Też myślałam, że nie mam pasji, prawdziwej pasji... Ale czym jest pasja...? Prawdziwa pasja....?

Czy to jest naprawdę pojęcie z kosmosu...?

Właśnie nie, wystarczy rozejrzeć się dokoła...

A tak w ogóle czy zastanawiałeś się kiedyś nad tym, w czym TY jesteś dobry?

Czy nazwałeś to po imieniu?

Czy wciąż skupiasz się na tym, że znowu w życiu Ci nie wyszło?

Czy pesymistyczne nastawienie może coś odmienić?

Moim zdaniem w każdym człowieku jest tyle samo optymizmu, co i pesymizmu....

i co smuteczek ma Cię pokonywać, ma mnie pokonywać,

ma wszystkich pokonywać.... nie wiem jak Ty, ja tak łatwo się nie poddam ;)

Dobra ja mogę zacząć od siebie. Ok.

Może słodzić sobie nie będę, nie o to chodzi, powiem jedynie co robię i co autentycznie

sprawia mi przyjemność i czuję to w sobie tak naprawdę ;)

hm to tak na przykład ostatnio polubiłam angielski, chociaż zawsze twierdziłam, że się go nie

nauczę,... choć długo się do niego przekonywałam, teraz wiem moje nastawienie było złe,

nigdy niczego nie zrobi się z takim myśleniem....

Wydaję mi się, że warto w coś spróbować wejść głębiej i chcieć, bardzo chcieć próbować

wszystkiego, dotknąć, powąchać, zobaczyć....

tak bardzo poczuć i nigdy nie bać się trudności z tym związanych.

Po prostu, jeśli zamkniesz się na nie, nie doświadczysz, nie spróbujesz, nie pokonasz....,

a przecież nie chcesz być najsmutniejszym smutasem na świecie i nie mieć żadnego celu,

nawet maleńkiego takiego Twojego, takiego wypływającego z serduszka,

takiego, który odzwierciedlałby tak bardzo Ciebie... no Come on! :D

Siłownia to również jest to miejsce, gdzie chętnie przychodzę, tak po prostu poprawia mi to

humorek...

Lubię chodzić na spacery, tak po prostu przewietrzyć myśli...

Lubię się śmiać, bo wiem, że kiedy buzia to robi, razem z nią pobudza się mózg, ciało...

Lubię porozmawiać z kimś pozytywnym ;P

Najlepsze jest to, że tym, co lubisz może być bardzo wiele rzeczy...

Ale czy zastanawiasz się nad tym, jak sprawia Ci przyjemność np. gotowanie zupy,

ścielenie łóżka?  Może codzienne rzeczy, może niecodzienne?

Czy szukasz cudowności...? ;)

Tego wiatru we włosach, tej energii?

A może to jest kwestia tego, jak podchodzimy do codziennych zadań,

czy naprawdę chcemy w nich zobaczyć coś więcej?

Nie chodzi mi o wielkie pasje, chociaż na pewno wielu z was je ma.

Raczej mówię o przyjemności w szarej codzienności....

Jeśli nawet myślisz, że nie masz pasji, po prostu prześwietl codzienność,

Czy ona musi być szara?

Czy małe rzeczy nie mogą mieć w sobie tego czaru? Kurcze, a może każda czynność może go

mieć....

A może warto po prostu zapisywać momenty, kiedy w ciągu dnia naprawdę poczułem się

szczęśliwy, a może robić zdjęcia je dokumentujące..., a może odzwierciedlać je w kolorowych

obrazkach, rysując jakie one są w Twojej głowie....

I spojrzeć na  "szczęśliwe dokumenty", w chwilach, kiedy mnie dopadają beznadziejne

pesymistyczne myśli... a może to pomaga..?

A może nawet to zadziała leczniczo na nasze smutne smuteczki, i wciągnie na lepszą, bardziej

optymistyczną stronę mocy?

Nie wiem, czy Cię przekonałam, może nawet nic nie zmieniłam... Wiem to, że napisanie tego

posta sprawiło mi wielką przyjemność :)

Oczywiście możesz zrobić wszystko o czym pisałam zupełnie inaczej,

tak naprawdę nie musisz nic z tym robić...

Po prostu spróbuj zachwycić się życiem, stać się jego plastykiem, jego muzykiem...

wykreować piękno, które masz w sobie, które masz wkoło, odkryć wyjątkowość w prostocie...

w kawie, myciu podłogi, uśmiechu nieznajomego człowieka, w wietrze, który tak nieidealnie

rozwala Ci fryzurę....

Zrób to zgodnie z Twoją wizją, Twoim planem, z Twoim sercem...






środa, 20 stycznia 2016

A co jak jest trudno....?

Hej, hej :)

Dzisiaj opowiem wam o kilku metodach radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. Jak ja próbuje z nimi walczyć i o jakich sposobach słyszałam.  

Byłam ostatnio na bardzo "pozytywnym" szkoleniu z psychologii pozytywnej w działaniu, organizowanym w ramach Studenckiego Tygodnia Szkoleń. Swoją drogą bardzo polecam wzięcie udziału właśnie w tym wydarzeniu. Szkolenie przeprowadzała bardzo fajna pani, która pokazała kilka sposobów radzenia sobie z różnymi sytuacjami. I o ile mówiłam kiedyś o stopowaniu myśli, to na warsztatach została pokazana metoda bardziej rozbudowana. Można za jej pomocą rozkładać na czynniki pierwsze różne wydarzenia, w większości wypadków raczej te negatywne. 

Działa to w oparciu o następujący model:

trudność-przekonanie-skutek-kwestionowanie-aktywizacja  

Spróbuję opisać to na konkretnym przykładzie. Najlepiej to opisze przykład typowo szkolny. 

trudność - dostałam 3+ z angielskiego, niektórzy się tym nie zmartwią, a ktoś może miał ambicję, żeby dostać chociaż 4. Tylę się uczyłam a tu 3+, no tragediaaa... 

przekonanie - zawsze się tyle uczę, a i tak wypadam gorzej od innych, zawsze musi mi zabraknąć punktu, mam pecha i koniec..... Myślę, że w naszej głowie przechodzą takie myśli i gdzieś tam to nas kuje w naszą ambicję. 

skutek - będziemy nieszczęśliwi, że będziemy mieć na semestr gorszą ocenę... 

kwestionowanie - przecież 3+ to nie jest taka zła ocena, sprawdzian nie był łatwy. Były osoby, którym poszedł jeszcze gorzej, na pewno jeszcze będzie wiele możliwości, żeby dostać dobrą ocenę i tym samym poprawić swoją sytuację. 

aktywizacja - następnym razem więcej czasu poświęcę na przygotowanie się do sprawdzianu. Nie będę już się dołować, bo tylko głowa będzie mnie boleć.

Myślę, że może to być to pomocne, kiedy naprawdę ciężko sobie poradzić z czymś, co nam daje życie lub po prostu sprawia to nam jakiś dyskomfort.

Metoda z kartką Dla mnie osobiście jest to przelanie nadmiaru swoich natrętnych myśli na kartkę lub rysowanie obrazków. Są to czasem obrazki szare, czasem kolorowe. No cóż każdy może rysować i niekoniecznie chodzi o talent, a o poczucie takiej lekkości.

Wypisanie sukcesów Może w takich chwilach warto też wypisać swoje sukcesy albo pomyśleć w czym jestem dobry/a. Wtedy po prostu odwrócimy swoje myśli w inną, stronę, tę bardziej pozytywną i spróbujemy wypchnąć tę negatywną.

Krzyk Ta metoda jest trochę taka dzika ale, wtedy również może dojść do oczyszczenia i może są takie chwilę, że naprawdę ma się ochotę jęknąć i w sumie czemu tego nie robić, jeśli właśnie to Ci podpowiada serce...

Tak naprawdę metod pewnie jest wiele, warto poszukać w tym siebie, zresztą jak już pisałam we wcześniejszych postach. Każdemu pomaga co innego, co innego leczy, co innego przynosi ukojenie. Może ktoś piszę wtedy wiersz, ktoś śpiewa albo jedzie na szybką przejażdżkę motocyklem. Warto wypróbować wielu metod i coś sobie wybrać. W końcu celem jest zwiększenie Twojego komfortu życia!  Pomyśl o tym, jak Ty sobie radzisz z tymi trudnymi sytuacjami. Na pewno wiele jeszcze będziesz w stanie dodać. Jeśli masz ochotę możesz się podzielić również ze mną  :) Zapraszam :)







piątek, 15 stycznia 2016

Lekcja 2/ Otwórz się!

Hej ;) 
już dawno nie pisałam, ale potrzebowałam na to odpowiedniej chwili, takiej mojej :) 

Wchodząc dalej w temat zmiany swojego życia musimy również przejść do chwil, w których będzie nam naprawdę mega ciężko, zwłaszcza jeśli ktoś ma osobowość lękową. 

Ale spokojnie... Nie od razy Rzym zbudowano. Myślę, że takie właśnie momenty są mega ważne. Zresztą gdyby ich nie było, człowiek nie mógłby zobaczyć czegoś dobrego wokół siebie. 

Jednak jak je przetrwać, skoro tak ciężko. Na to recepty oczywiście nie ma, po prostu trzeba przetrwać... 

Aby kiedyś było lżej musimy też podejmować wyzwania, przykładem może być podjęcie nowej pracy. W młodym wieku ludzie często mają z tym problem. No cóż jednak prędzej, czy później muszą to zrobić. I raczej nikomu na początku łatwo nie będzie, Mimo to najgłupsze, co można zrobić to tak po prostu zrezygnować...

Możemy dojść do wprawy i złe momenty minął.... albo nie minął.... W większości wypadków w grę wchodzi pierwsza ewentualność. Jednak niczego nie można przewidzieć, może akurat od razu napotkają nas jakieś złe doświadczenia. Ale żeby mogło być dobrze, najpierw musi być źle. Bez pracy nie ma kołaczy. I nie mam na myśli tylko pracy zawodowej.

Życie wymaga od nas ciężkiej pracy w wielu aspektach czy to na studiach, czy w relacjach międzyludzkich. Żeby coś osiągnąć musimy walczyć! musimy też wychodzić ze swojej sfery komfortu, nie zamykać się w swoim kokoniku, gdzie nam jest tak bezpiecznie. Tylko nie wiem czy wtedy tak naprawdę będziemy żyli, raczej będziemy częściej tylko mówili o życiu. Otwórzmy się i nie bójmy się ludzi, nikt jeszcze nikogo nie zjadł, chociaż...... :P 

Nie ograniczajmy się! 

Jeśli marzysz by w końcu zacząć podróżować, nie wymyślaj sobie miliona powodów, by tego nie robić, bo tak jest wygodniej. Jeśli tak myślisz, to może nie jest to twoje marzenie, a może potrzebujesz mentora, kogoś kto Cię uszczypnie, gdy wymówek milion. 

Pierwsze, co możesz zrobić, to spotykać się z ludźmi, wśród których zawsze się znajdzie ktoś, kto Cię mega zainspiruje do działania, nie bądź tylko "cyberczłowiekiem"... Nie ucz się ciągle, po prostu 

WYLUZUJ!!! 

Wtedy nabierzesz dystansu do siebie i ludzi, wtedy nie będziesz się ciągle spinał, że nikt się z Tobą nie liczy. Nie będziesz nawet o tym myślał, a zresztą wokół siebie zobaczysz ludzi, którzy z jakiegoś powodu się z Tobą spotykają. Myślę, że na jakieś poczucie własnej wartości to wpłynie. 

Najlepiej po prostu nie mieć czasu na myślenie, bo ono czasem na prawdę boli :P 

I tu nie tylko o budowanie relacji chodzi, ale i o coś swojego. Szukaj pasji, spróbuj coś znaleźć. Nie wiem, chodź na zumbę, na chór, na rowery, na nordic walking, do teatru, na spotkania zainteresowań, szukaj, a znajdziesz sens :) Zresztą jak już chodzisz sam w wiele miejsc, które potencjalnie Cię interesują, a nie szukasz koniecznie kogoś, kto pójdzie tam z Tobą, to już wielki sukces :) 

Jak otworzysz się to dopiero dojdziesz do momentu, gdzie będziesz szukać tej fascynacji światem, nowymi miejscami, nowymi ludźmi, nowymi przeżyciami. 

Proszę Cię żyj, naklej sobie uśmiech na buzi, który pobudzi całe Twoje ciało, nie narzekaj, a rób to, co Ci sprawia przyjemność, spełnij w końcu swoje oczekiwania.... 

Działaj i miej z tego satysfakcję! 

Uwierz, nie trzeba wiele, trzeba tylko Twojej stanowczej decyzji!


niedziela, 6 grudnia 2015

Lekcja 1/ Dbamy o siebie :)

Hej :) i tak przyszedł czas na kolejny post z serii złap własne życie za rogi ;)  

Jednym z moich pierwszych kroków w tworzeniu mojego szczęścia niewątpliwie było przeczytanie 
jednej z książki "Stanowczo, łagodnie, bez lęku" Marii Król-Fijewskiej. Pierwszym, co zwróciło 
moją uwagę jest treść, dotycząca MONOLOGU WEWNĘTRZNEGO, który bardzo wpływa na 
nasze życie i my go w dużej mierze kształtujemy.

Chociaż wszystko, co mamy tak naprawdę 
w głowie, już budowało się w nas od dzieciństwa, od osób, które mówiły coś do nas nawet 
już w wózku. Ktoś może mieć głęboko zakorzenione jakieś negatywne myśli o sobie np.
Jestem tchórzem, nikt mnie nie lubi itd. Jednak zostaliśmy stworzeni, żeby dbać o siebie i być 
szczęśliwym, więc nie możemy tego zostawić tak po prostu!  

:) Na początku dobrze wsłuchać się bardziej w swoje serce i duszę i nie robić wszystkiego, co 
narzuca nam otoczenie. Szczególną uwagę należy zwrócić na ten nasz monolog wewnętrzny. Co     
się ze mną dzieje, gdy wszystko mi się udaje i co, kiedy jakoś nie do końca wszystko jest ok, 
kiedy cierpię.  

I jeśli już w miarę będziemy wiedzieć, co się z nami dzieję, jakie zdania powtarzamy każdego dnia 
już nawet nieświadomie, raniąc siebie, możemy przejść do działaniu, zawalczyć :)  

W moim wypadku było tak, że starałam się zawsze dziękować za nowo rozpoczęty dzień w moim 
wypadku Bogu, niektórzy może dziękują losowi, to już zależy, kto jakie ma wartości :) 

W kilku słowach pomyśleć, co jest wartościowe w moim życiu i bez czego mogłoby być mi o wiele trudniej :) 

Jeśli chodzi o zakończenie dnia na początku drogi warto zrobić sobie słoiczek, taki np. na sukcesy lub szczęścia, jeśli będziesz świadomy swoich sukcesów lub dobra, jakie jest wokół Ciebie, w końcu wbije Ci się w Twój mózg, że właściwie, więcej tego dobra niż zła w tym świecie :) 

I nasz monolog wewnętrzny jest kwestią naszego nastawienia, jeśli karmimy się pozytywnymi treściami na swój temat, obraz zwany naszym życiem nabiera barw i zaczyna się coś bardziej satysfakcjonującego, niż dotychczas, coś, dzięki czemu mamy ochotę na więcej ;)  

:) Z kolei w ciągu dnia, jeśli pośród natłoku ogromu myśli i natłoku obowiązków spotykają nas te złe

myśli warto je po prostu stłamsić, zastopować :) i próbować do siebie podchodzić jak do przyjaciela, 

np. Kasia przestań, daj już spokój, wcale tak nie jest, to nie prawda. 

Każdy oczywiście takie zdania wymyśla sobie sam analogicznie do swojego "przypadku". 
Mnie osobiście pomagały też motywujące karteczki, porozwieszane w wielu miejscach mojego 
pokoju. Przykładem może być zdania, takie jak  "Mam prawo wyrażać swoje uczucia, poglądy, 
opinie jeśli nie obrażam tym innych",  "Jestem wystarczająco dobra, aby dobrze żyć i nie muszę się martwić tym, co myślą inni" lub po prostu 
"Bądź sobą" :)  

Polecam też taką listę, która również wisi w moim pokoju :)
W tej pierwszej lekcji szczególnie ważnym jest to aby nigdy w życiu nie zapominać o sobie i dbać o swoją duchową kondycję. 
U jednych pomocna będzie modlitwa, dla innych po prostu czas spędzony z samym sobą :)

Bądźmy świadomi siebie i swoich potrzeb, nie spełniajmy czyichś tylko po to, by być akceptowanym w grupie. 

Ale też nie ma co popadać w wielkim mistycyzm i zamyślenie, chodzi o to by znaleźć na to czas na siebie, na wsłuchanie się we własne serduszko :) 

Dobrze znaleźć też czas i na wyrzucenie złych emocji... Oderwać się od tego wszystkiego np, poczytać jakiś romans, obejrzeć serial czy pójść pobiegać, wyłączyć się na chwilę i dzięki temu osiągnąć czystość umysłu. 

W tym wszystkim warto szukać siebie i swoich uczuć, tego co jest takie moje i takie bardzo dla mnie :)


środa, 2 grudnia 2015

Nazwa blogu i zaproszenie :)

Dlaczego artystka szczęścia?

Zastanawiałam się z czym mi się kojarzy dążenie do szczęścia i przyszło mi na myśl, że właśnie z mozolnym tworzeniem obrazu. Na początku artysta zastanawia się w ogóle nad sensem obrazu, podobnie jak ja nad sensem mojego życia, kiedy chciałam coś zmienić i podejmowałam pierwsze próby, on stwarzał pierwsze szkice, choć niepewne już dość wiele wnoszące. Później musi on naciągnąć na ramę płótno, po czym smaruje je specjalnie przygotowanym gruntem, który też nie może być świeży. Oczywiście mówię o malarzu, który wszystko wykonuje sam nawet przyrządy, które są mu potrzebne do pracy.

Do tworzenia sztuki może przystąpić dopiero, gdy płótno odleży jakiś dłuższy okres. Nim to nastąpi artysta ma czas na poczynienie dalszych kroków, takich jak: przygotowanie pędzli, farb, naniesienie ich na paletę. Myślę, że to i tak jest opisane w małym skrócie. Jednak moim zdaniem ten właśnie proces jest idealną metaforą dążenia do szczęścia. Pisząc to na podstawie własnego doświadczenia mogę śmiało powiedzieć, że droga do radości takiej prawdziwej, wewnętrznej jest bardzo długa i mozolna, czasem naprawdę trzeba upaść na samo dno, nie widzieć sensu. Myślę, że i malarzowi się to zdarza... Jednak przychodzi taki moment, że trzeba ten chaos posprzątać, w bezsensie znaleźć w końcu sens :) Ta pierwsza decyzja jest kluczowa, ale bywają takie momenty, ze sami sobie nie poradzimy, że ktoś musi nas w jakiś sposób nakierować w tej drodze, Dla jednych to będzie przyjaciółka lub chłopak, dla innych mądra książka psychologiczna, a może dla niektórych też psycholog. I nie wstydźmy się tego, jeśli to będzie osoba wymieniona przeze mnie jako ostatnia. To nawet nie chodzi o to by to była jakaś długa psychoterapia.

Chodzi tylko o to, aby prawdziwie ktoś Cię sprowokował do przyjęcia prawdy o sobie, bez jakiegokolwiek oszukiwania siebie. 

Jeśli będziesz tego naprawdę pragnąć, aby coś zmienić, aby nie mieć już tyle niezgodności w sobie, aby przestało to wszystko wreszcie wrzeszczeć w Tobie, to NAPRAWDĘ możesz to osiągnąć. Wystarczy tylko być konsekwentnym i szukać odpowiedzi, bo one prędzej czy później przyjdą. Jak mówi Pismo Święte w Ewangelii św. Mateusza "Proście, a będzie wam dane; szukajcie a znajdziecie; pukajcie, a zostanie otworzone". To walka z własnym sobą, z własnymi emocjami, którą warto wygrać i podarować sobie nowe życie.

Ps. Polecam film "Nietykalni" - daje do myślenia i wyciska łzy :)
I tak jeśli mówimy już o emocjach to znów nasuwa mi się malarz, który rozkłada na palecie różne barwy, którymi później maluje. Jeśli my widzimy już namalowany obraz, to zastanawiamy się co twórca miał na myśli, czujemy, czy dzieło przekazuje coś spokojnego czy coś burzowego, a czasem może to i to. Wiele obrazów możemy w jakiś sposób odnieść do siebie, ponieważ nie ma jednej interpretacji. A czyż nasze życie nie jest takim obrazem? i nie musi mieć tylko ciemnych barw - tych właśnie niezgodności, które się nie zmieniają, bo przecież nie ma weny... przecież i tak nic się nie zmieni... Czyżby? Jeśli nie będziesz próbować szukać tej weny w sobie faktycznie nic się nie zmieni. Tylko czy nie jesteś stworzony, do tego by być szczęśliwym?

Nie mów, że nie możesz i nie rób ze swojego życia ruiny, tylko zwyczajnie poszukaj siebie! Jakim sposobem to zrobisz to Twoja sprawa! Walcz, bo cel jest szczytny! Walczysz o siebie, o wartościowego człowieka!

I tak w tym blogu postaram się na podstawie swojego życia udzielić kilku rad, dla tych, którzy myślą, że potykają się nawet o własne nogi i że są z innej bajki niż cały ten świat (też tak miałam). ZAPRASZAM do czytania i komentowania :)